Jak szybko i bez problemu znaleźć dobrze płatną pracę odpowiadającą naszym zainteresowaniom?

środa, 30 maj 2007


autor: Piotr Waydel

Większość ludzi stara się o pracę pisząc podania, CV, listy motywacyjne i rozsyłając je gdzie popadnie. Nawet w przypadku wspaniałego wykształcenia, znajomości języków i skończonych kursów MBA, często nie otrzymują nawet propozycji spotkania.

Wiele osób i firm doradczych radzi jak starać się o pracę oraz jak przygotować dokumenty. Jest również wiele porad na temat jak zaprezentować się na spotkaniu kwalifikacyjnym. Ale nie ma nic na temat tego, co mnie jako właściciela firmy najbardziej interesuje w kandydacie. Wszyscy starający się piszą podobne pisma, zachowują się podobnie i najczęściej jest to loteria, kogo się zatrudni.

Mnie prawdę mówiąc, guzik obchodzi, co kandydat skończył, gdzie pracował i co napisze w liście motywacyjnym. To są tylko wstępne metody eliminacji. Ważne dla mnie jest jedynie to, czy sprawdzi się i przyniesie mojej firmie zysk. Czy będzie on zaangażowanym i czynnym współpracownikiem, z którym przyjemnie wykonuje się nawet najtrudniejsze zadania czy tylko roszczeniowym wykonawcą najprostszych poleceń.

Przy dużej ilości jednakowych podań nawet nie chce się ich czytać. Najczęściej w takim przypadku zadziała czyjeś polecenie, gdyż zdejmuje obowiązek czytania, zastanawiania się i rozmów, co i tak kończy się loterią. A przy uwzględnieniu polecenia, zyskujemy wdzięczność znajomego. A w przypadku, gdy zatrudnienie było niewłaściwe, mamy na kogo zwalić. Jest to komfortowa sytuacja dla dobrego samopoczucia.

Jeśli nie ma poleconych osób, to najwygodniej zwalić całą procedurę zatrudnienia na pracownika, który najczęściej żeby się nie narazić, będzie to robił w sposób standardowy.

Zgodnie z zasadą Pareto 20% pracowników każdej firmy odpowiada za 80% jej zysków. Żaden mądry dyrektor, a tym bardziej właściciel firmy nie pozwoli sobie na stratę szansy zatrudnienia kogoś z tej grupy nawet, jeśli aktualnie nie potrzebuje pracowników. Należy to wykorzystać przy staraniu się o pracę.

Praca daje satysfakcję i efekty wtedy, gdy jest robiona z zaangażowaniem i sprawia przyjemność. Jeśli poszukujemy pracy najpierw należy zastanowić się, co nas interesuje i jaką pracę wykonujemy najchętniej. Co byśmy chcieli robić w przyszłości?

Po zdefiniowaniu rodzaju pracy należy wybrać kilka najbardziej interesujących firm, w których taka praca jest możliwa. Absolutnie nie należy w tym przypadku kierować się tym czy poszukują pracowników. To my decydujemy gdzie chcemy pracować.

Następnym etapem jest dokładne poznanie wszystkich wytypowanych firm, ich historii, zakresu działania, planów, itd. Należy również poszukać wszelkich dostępnych informacji na temat właściciela, czy kadry zarządzającej. Najkorzystniej jest, gdy właścicielem jest osoba, o której można się dowiedzieć czegoś w Internecie. Ważny jest każdy szczegół.

Spośród wytypowanych firm trzeba wybrać jedną i zacząć myśleć o niej jak o własnej firmie. Należy zadawać sobie pytania w stylu:

  1. Jak można zwiększyć jej opłacalność?
  2. Jak zmniejszyć koszty?
  3. Co nowego można zacząć robić?
  4. Jak pokonać konkurencję?
  5. Jak zwiększyć zbyt?

Takich typowych pytań trzeba sobie zadać 50-100 i starać się znaleźć na nie jak najwięcej odpowiedzi. Jeśli czegoś nie wiemy można szukać w Internecie. Do tego samego pytania należy podchodzić wielokrotnie. Ponieważ temat pracy jest związany z naszymi zainteresowaniami wszystko raczej nie powinno sprawić przykrości. Wydaje mi się nawet, że jeśli dobrze je określiliśmy, powinniśmy mocno się zaangażować.

Później warto sobie wyobrazić, że jesteśmy firmą konkurencyjną i zastanowić się, co możemy zrobić, aby wygrać rynkowy wyścig. Tu też trochę pytań i pomysłów nie zawadzi.

Jeśli mocno już się zaangażujemy w taką zabawę i wchłonęliśmy sporo wiedzy na ten temat, należy porozmawiać ze znajomymi reprezentującymi różne profesje. Pozwoli to spojrzeć na firmę i jej możliwości z zupełnie innych stron.

Niezbędne również jest odwiedzenie podobnych firm w różnym charakterze, aby zweryfikować nasze wyobrażenia. Zupełnie inna będzie rozmowa, jeżeli przyjdziemy jako klient a inna, gdy jako ewentualny dostawca. Do takiej rozmowy należy oczywiście bardzo dobrze się przygotować.

Już po paru dniach takiej ciągłej zabawy zaczynamy o niej śnić i do myślenia włącza się podświadomość. Efekty są piorunujące. Wszystko kojarzy się nam z tą działalnością.

Po około dwóch tygodniach możemy uporządkować wszystkie pomysły i przygotować się do spotkania z właścicielem firmy. Należy z propozycją spotkania wystąpić bezpośrednio do niego. Czasami może być to pewnym problemem, ale należy sobie z nim poradzić, mając wiedzę o firmie i właścicielu. Absolutnie nie należy po takim przygotowaniu umawiać się z pracownikiem.

Na spotkaniu nie wolno przyjąć postawy wszystkowiedzącego. Nasza wiedza jest na pewno dużo mniejsza od wiedzy i doświadczenia naszego rozmówcy. Jeżeli nawet nasze pomysły i propozycje nie są rewelacyjne, to każdy inteligentny właściciel widząc takie zaangażowanie, entuzjazm i wiedzę powinien to uwzględnić zwłaszcza, gdy ma świadomość, że może to zrobić konkurencja.

Nawet, jeśli nie uda się za pierwszym razem to jesteśmy już całkiem nieźle przygotowani do spotkania z drugą taką firmą. Trzeba tylko trochę uzupełnić wiadomości.

Piotr Waydel

———-

Interesuje mnie temat: Autonomiczne Osiedle Ekologicznych Domów Pasywnych.

———-

Ten artykuł pochodzi z serwisu Artykularnia.pl - źródła darmowych artykułów do przedruku!

Spółdzielnie Socjalne. Oszukani bezrobotni.

środa, 30 maj 2007


autor: Piotr Waydel

Pierwsze Spółdzielnie Socjalne powstały we Włoszech na podstawie ustawy z 1991r. Pomysł polegał na pomocy w zakładaniu przez bezrobotnych takich spółdzielni, poprzez wstępne dofinansowanie ze źródeł publicznych, zmniejszenie obciążeń biurokratycznych, dodatkowe ulgi i uprzywilejowaniu w kontaktach z władzami lokalnymi i centralnymi. Wszystkie te założenia wprowadzono w życie, wychodząc założenia, że lepiej jest trochę pomóc, niż wypłacać zasiłek.

Pomysł sprawdził się wyśmienicie. Aktualnie we Włoszech działa ponad 4500 Spółdzielni Socjalnych, co stanowi prawie 5 % wszystkich włoskich spółdzielni i prawie 200000 zatrudnionych. Rozwiązanie to zostało powielone w Unii z dobrymi efektami.

Co dobre w Unii, to musi być również dobre w Polsce. Za czasów jeszcze poprzedniej kadencji sejmu, zaczęto wprowadzać przepisy o Spółdzielniach Socjalnych w Polsce. Ostateczny kształt nadała ustawa o Spółdzielniach Socjalnych z dnia 27 IV 2006 roku. Ustawa precyzuje wiele spraw, ale przepisów wykonawczych nie ma. Na podstawie hura optymizmu i wiary w to, co obiecane, powstało już około 70 takich spółdzielni w Polsce.

Porównam „ulgi” dla Spółdzielni Socjalnych, z warunkami założenia zwykłej działalności gospodarczej.

Przy założeniu zwykłej firmy, pod warunkiem, że nie prowadziło się takiej działalności przez 5 lat, dofinansowanie wynosi 5 średnich płac krajowych. Analogicznie, przy Spółdzielni Socjalnej można (z naciskiem na można) dostać 3-krotną średnią na każdego założyciela. W wielu przypadkach nawet tych pieniędzy nie udało się otrzymać.

Przy działalności gospodarczej automatycznie podlega się dużo niższym opłatom ZUS przez 2 lata. W Spółdzielniach Socjalnych istnieje możliwość refundacji części składek do ZUS. Osobiście nie znam jeszcze żadnego przypadku takiego dofinansowania.

Spółdzielnia Socjalna ma obowiązek prowadzić pełną księgowość. Jest to za trudne dla bezrobotnych, więc muszą płacić. W zwykłej firmie księgowość jest uproszczona do maksimum.

W założeniach, działalność ta ma być wspierana przez władze lokalne i samorządowe. Tymczasem Spółdzielnie Socjalne są traktowane jak organizacje nieudaczników, które stale coś chcą. Trudno się zresztą dziwić. W sytuacji braku przepisów wykonawczych i rozporządzeń, żaden urząd nie nawiąże współpracy i nie podejmie żadnej decyzji, aby nie popełnić jakiegoś błędu.

Jak widać „pomoc” Spółdzielniom Socjalnym jest fikcją. Zamieniono część bezrobotnych w płatników podatków i składek ZUS, na znacznie gorszych warunkach niż mają inni. W dodatku obciążono ich skomplikowaną biurokracją. To nie udało się żadnemu innemu państwu w Unii.

Ale z punktu widzenia budżetu jest to korzystne i można pokazać, że władze się starają.

Najsmutniejsze jest to, że z tego powodu wiele osób, które zdecydowały się na taką działalność, jest teraz w dużo gorszej sytuacji materialnej niż przedtem.

———-

Interesuje mnie temat: Autonomiczne Osiedle Ekologicznych Domów Pasywnych.

———-

Ten artykuł pochodzi z serwisu Artykularnia.pl - źródła darmowych artykułów do przedruku!

Jak znaleźć pracę w Wielkiej Brytanii

środa, 30 maj 2007


autor: Romek

Praca na Wyspach Brytyjskich jest celem niejednego Polaka, zwłaszcza, że od 1 maja 2004 roku angielski rynek pracy stoi otworem przed nowymi państwami Wspólnoty Europejskiej. Nie musimy więc ubiegać się o pozwolenie na pracę, ani nie obowiązują nas żadne okresy przejściowe. Aby uzyskać legalne zatrudnienie wystarczy bowiem posiadać jedynie paszport lub dowód tożsamości kraju członkowskiego Unii Europejskiej oraz w ciągu 30 dni od momentu podpisania umowy z pracodawcą zarejestrować się w biurze brytyjskiego Home Ofiice zajmującego się rejestracją pracowników.

W Zjednoczonym Królestwie pracy nie brakuje, ale to, czy ją szybko znajdziemy zależy od nas samych – naszego zaangażowania, predyspozycji (znajomości języka, wykształcenia, umiejętności itp.) oraz odrobiny szczęścia i nawiązanych znajomości.

Znalezienie posady możemy powierzyć licznym agencjom pośrednictwa pracy. Korzystając z tej możliwości musimy szczególnie uważać na coraz bardziej dających o sobie znać oszustów obiecujących wyszukanie wymarzonego stanowiska za pieniądze. Najczęściej zależy im wyłącznie na naszych zasobach finansowych, a nie na uczciwym spełnieniu obietnicy. Pamiętajmy więc, że zgodnie z zarówno polskim, jak i angielskim prawem firmy pośredniczące w znajdywaniu pracy nie mogą pobierać z tego tytułu żadnych opłat.

Równie dobrze poszukiwanie pracy za granicą możemy rozpocząć na własną rękę. Najlepiej zacząć od przeglądnięcia ofert publikowanych np. na stronach internetowych agencji pracy czy serwisach ogłoszeniowych, takich jak Pajeczyna.pl, gdzie codziennie znajdziemy wiele nowych atrakcyjnych propozycji.

W poszukiwaniu zatrudnienia warto też czytać prasę, szczególnie bezpłatne angielskie gazety ogłoszeniowe, które często można spotkać w autobusach, metrze itp. lub niektóre polskie pisma wydawane na terenie Wielkiej Brytanii.

Dość powszechne jest szukanie pracy za pośrednictwem tzw. JobCentre, odpowiednika polskiego urzędu pracy. Jest to rządowa instytucja, której głównym celem jest wspieranie osób szukających zatrudnienia. Polacy mogą korzystać z jej usług zaraz po przyjeździe do Wielkiej Brytanii i nie muszą się w tym celu rejestrować ani okazywać paszportu. Zamiast niemiłej obsługi i długich kolejek znanych rodzimych instytucji tego typu zobaczymy komputery z ekranami dotykowymi, gdzie sami wybieramy interesującą nas pracę i region, po czym przeglądamy i drukujemy wyselekcjonowane oferty. Później udajemy się do urzędnika w celu wypełnienia aplikacji bądź osobiście dzwonimy do pracodawcy korzystając z bezpłatnego telefonu.

Można również odwiedzać miejsca, gdzie chcielibyśmy pracować i po porostu pytać o wolne stanowiska.

W znalezieniu pracy nierzadko bardzo przydatne okazują się różne znajomości. Warto zatem poprosić o pomoc znajomych – być może zamierzają zrezygnować z dotychczasowej posady lub dysponują informacją na temat wolnych miejsc pracy u swoich przełożonych. Pracodawcy chętniej zatrudniają zaufaną osobę, poleconą przez dobrego pracownika.

Podjęcie pracy w Wielkiej Brytanii nie wymaga uzyskania żadnych zezwoleń. Konieczne jest jednak dopełnienie pewnych formalności urzędowych.

Zaraz po znalezieniu zatrudnienia musimy zarejestrować się w Programie Rejestracji Pracowników (WRS - Worker Registration Scheme) prowadzonym przez Home Office, brytyjski odpowiednik naszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Niedopełnienie tego obowiązku w ciągu 30 dni od rozpoczęcia pracy powoduje, że staje się ona nielegalna. Wbrew pozorom rejestracja jest jednak prosta i nie powinniśmy z nią mieć większych problemów. Najpierw należy pobrać i wypełnić formularz WRS, który znajduje się między innymi na stronach internetowych: www.ind.homeoffice.gov.uk i www.workingintheuk.gov.uk. Można go również zamówić telefonicznie dzwoniąc pod numer 08705 210 224.

Uważajmy na oszustów grasujących w największych brytyjskich miastach, którzy sprzedają formularze WRS po kilkadziesiąt funtów! W rzeczywistości sam druczek jest bezpłatny, jednakże musimy dokonać jednorazowej opłaty rejestracyjnej w wysokości 70 funtów szterlingów. Do wypełnionego formularza dołączamy kopię kontraktu zatrudnienia lub list od pracodawcy potwierdzający zatrudnienie, dwa zdjęcia legitymacyjne, ważny paszport lub dowód osobisty oraz potwierdzenie dokonania opłaty rejestracyjnej na konto Home Office. Płatność tę możemy zrealizować czekiem brytyjskiego banku (pojedyncze czeki powinny być wystawione na pełną kwotę 70 GBP), przekazem pocztowym w Wielkiej Brytanii albo kartą płatniczą lub kredytową. Nie wolno natomiast wysyłać gotówki kopercie wraz z formularzem, gdyż takie zgłoszenia są odrzucane. W przypadku wycofania wniosku lub negatywnej decyzji należność zostanie zwrócona.

Ze względu na konieczność przesłania oryginalnego dokumentu tożsamości zaleca się wysłanie formularza listem poleconym (recorded delivery) pod następujący adres: WORK PERMITS (UK) WRS, PO BOX 492, Durham, DH3 1WU. Większość podań rozpatrywanych jest w ciągu 2-4 tygodni. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku Home Office odsyła na podany przez nas adres w Wielkiej Brytanii trzy dokumenty: dowód tożsamości, który dołączyliśmy do formularza WRS, zaświadczenie rejestracyjne w formie listu, będące pozwoleniem na pracę u pracodawcy wpisanego do formularza rejestracyjnego (w przypadku zmiany pracodawcy traci ono ważność i należy wtedy wystąpić o nowe) oraz kartę rejestracyjną zawierającą nasze dane osobowe wraz z numerem referencyjnym (nie zmieni się on nawet gdy zmienimy pracę).

Zmieniając pracodawcę, winniśmy ponownie wystąpić o zaświadczenie o rejestracji w ramach Programu Rejestracji Pracowników (WRS), uprawniające do podjęcia innej pracy. W tym celu wystarczy jeszcze raz wypełnić formularz WRS, podając numer z karty otrzymanej podczas pierwszej rejestracji, dane nowego pracodawcy oraz zaświadczenie o nowym zatrudnieniu. Procedurę tę musimy wykonywać za każdym razem, gdy zmieniamy pracę, do momentu przepracowania na Wyspach Brytyjskich pełnych 12 miesięcy.

Po roku nieprzerwanej pracy w Wielkiej Brytanii nie trzeba już dokonywać rejestracji, możemy natomiast wnioskować o wydanie karty stałego pobytu (residence permit). Krótkie przerwy w zatrudnieniu, związane z urlopami lub zmianą pracy, nie powodują przerwania biegu zatrudnienia, pod warunkiem, że nie przekraczają łącznie 30 dni. 12 miesięcy nieprzerwanej pracy należy udokumentować zaświadczeniami o rejestracji i innymi dokumentami. Obowiązek rejestracji w ramach Programu Rejestracji Pracowników nie dotyczy też np. świadczących usługi dla pracodawcy mającego swoją siedzibę poza terytorium Wielkiej Brytanii oraz osób pracujących na zasadzie samozatrudnienia.

Osoby rozpoczynające pracę w Zjednoczonym Królestwie powinny uzyskać własny numer ubezpieczenia społecznego (NINO - National Insurance Number). Jest on mniej więcej odpowiednik polskiego NIP-u, czyli Numeru Identyfikacji Podatkowej i służy do rejestracji podatnika w brytyjskim systemie ubezpieczeń społecznych oraz w systemie podatkowym. National Insurance Number nie jest niezbędny do podjęcia zatrudnienia czy zarejestrowania się w ramach Programu Rejestracji Pracowników, jednak umożliwia pracodawcy dokonanie właściwego zapisu wpłacanych składek, a także uprawnia do bezpłatnej opieki zdrowotnej w ramach brytyjskiej służby zdrowia i korzystania z innych przywilejów. Posiadanie numeru leży przede wszystkim w interesie pracownika, ponieważ od osób, które nie przedstawią NINO, pobierane są najwyższe zaliczki na podatek oraz mogą one napotkać różnego rodzaju inne trudności. National Insurance Number nadawany jest przez Department of Work And Pensions (Ministerstwo Pracy i Rent), podlegający brytyjskiemu rządowi. Zostaje nadany jednorazowo każdemu pracownikowi w Wielkiej Brytanii i jest ważny dożywotnio. Aby otrzymać National Insurance Number należy skontaktować się telefonicznie z najbliższym oddziałem Department of Work And Pensions (w Anglii, Szkocji i Walii) lub Department for Social Development (w Irlandii Północnej) i umówić się na spotkanie. Podczas rozmowy telefonicznej urzędnik poprosi o podanie danych osobowych, takich jak imię, nazwisko, data urodzenia i adres w Wielkiej Brytanii, pod który zostanie nam wysłane zawiadomienie o dacie i godzinie spotkania oraz lista dokumentów, które należy ze sobą zabrać. Po odbyciu spotkania, poświadczenie przyznania numeru ubezpieczeń społecznych otrzymamy pocztą po kilku tygodniach i przekazujemy go naszemu pracodawcy, aby ten mógł uwzględnić to przy naliczeniach najbliższej wypłaty. Do czasu otrzymania NINO posługujemy się numerem tymczasowym – tworzymy go sobie sami według następującego wzoru: TN (Temporary Number) + data urodzenia (dzień, miesiąc, rok) + litera F (kobieta) lub M (mężczyzna), np. TM041281M.

Polacy pracujący legalnie w Wielkiej Brytanii posiadają takie same prawa pracy jak obywatele Wysp Brytyjskich i chociaż brytyjscy pracodawcy należą do najuczciwszych na świecie, wszędzie, gdzie wchodzą w grę pieniądze, zdarzają się wyjątki. Dlatego warto jeszcze przed podjęciem pracy poznać przysługujące nam przywileje.

Dobrze, jeśli umowa o pracę została zawarta w formie pisemnej. Powinna wówczas zawierać przede wszystkim nazwę i opis stanowiska, wysokość, częstotliwość i sposób wypłacania wynagrodzenia, miejsce i godziny pracy oraz ilość godzin do przepracowania tygodniowo, prawo do urlopu, a także warunki rozwiązania umowy. Osoby, których dochody w Zjednoczonym Królestwie osiągnęły pewien poziom (powyżej 94 funtów tygodniowo), zobowiązane są również do płacenia podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Powinny one być odprowadzane przez pracodawcę w formie potrąceń z wynagrodzenia. Jeśli pracodawca tego nie czyni, łamie prawo.

Brytyjskie prawo gwarantuje każdej osobie pracującej na terenie Zjednoczonego Królestwa prawo do wynagrodzenia za wykonaną pracę równego co najmniej krajowej płacy minimalnej (National Minimum Wage), a wszelkie umowy z pracodawcą ustalające pensję, która w przeliczeniu na godziny pracy pracownika jest niższe od tej stawki – są nieważne. Informacje na temat wysokości płacy minimalnej można uzyskać telefonując pod numer 0845 6000 678 (lub 0845 6500 207 w Irlandii Północnej), tam też należy się zwrócić, jeśli otrzymywane wynagrodzenie jest niższe od krajowej płacy minimalnej. Pełne rozliczenie pracodawca powinien przedstawić na specjalnym pokwitowaniu wpłaty i odprowadzonych podatków (tzw. payslip).

Tydzień pracy w Wielkiej Brytanii może trwać maksymalnie 48 godzin. Jeśli oczekiwana jest praca w większym wymiarze godzin potrzebna jest pisemna zgoda osoby zatrudnionej. Pracownikowi przysługuje prawo do przynajmniej jednego dnia wolnego w tygodniu oraz do kilkunastominutowej przerwy na odpoczynek, jeśli dzień roboczy trwa ponad 6 godzin. Osoby, które regularnie pracują w nocy, nie powinny pozostawać na dyżurze dłużej niż 8 godzin na każdą dobę. Ponadto wszyscy pracujący na pełen etat są uprawnieni do czterech tygodni płatnego urlopu rocznie. Jeżeli w okresie zatrudnienia nie skorzystaliśmy z urlopu, pracodawca zobowiązany jest wypłacić ekwiwalent za nie wykorzystany urlop.

Pajeczyna.pl – OgłoszeniaPracaMieszkania Właścicielem praw autorskich do niniejszej publikacji jest serwis Pajeczyna.pl. Artykuł można dowolnie kopiować i rozpowszechniać w niezmienionej formie; jedynym warunkiem jest pozostawienie hiperłącza do strony www.pajeczyna.pl

———-

Zajmuję się pozycjonowaniem stron, biznesem i marketingiem internetowym oraz pisaniem publikacji.

———-

Ten artykuł pochodzi z serwisu Artykularnia.pl - źródła darmowych artykułów do przedruku!

Kto odnosi sukcesy w pracy?

środa, 30 maj 2007


autor: Tomasz Zienkiewicz

Jeżeli myślisz, że sukcesy odnoszą Ci, co najciężej pracują to się mylisz. W jakimś mądrym badaniu w USA wzięli się za analizę menedżerów. Z obserwacji wszelakich, podzielili tabuny kierowników na 3 grupy: menedżerowie przeciętni, efektywni i odnoszący sukcesy.

No i przyjrzeli się nasi amerykańscy badacze, co taki uśredniony, typowy menedżer z każdej tych grup robi z czasem. I jak myślisz co robią Ci odnoszący sukcesy?

Typy menedżerów

Badanie było robione paręnaście lat temu w Stanach, ale i tak wydaje się odpowiednie do naszej sytuacji. Wydzielone grupy to:
Przeciętni menedżerowie – czyli tacy ani dobrzy ani źli choć niekoniecznie nijacy. Zarządzają średnio, mają przeciętne rezultaty. Generalnie możliwe że się starają, ale im nie wychodzi. Oczywiście, nie chcesz być w tej grupie.

Menedżerowie efektywni – ich zespoły realizują z nawiązką to, co mają zrobić. Efektywność, w tej grupie, konkretnie odnosi się do efektów pracy ich załogi. W zarządzanych przez nich zespołach panuje dobra atmosfera a ludzie są zmotywowani i sfocusowani na rezultatach. O takich menedżerach marzy każda organizacja. Menedżerowie tacy niekoniecznie są jednak awansowani.

Menedżerowie odnoszący sukcesy – to ludzie, którzy w organizacji dosyć szybko przesuwają się w górę. Wiedzą jak kierować swoją karierą i zespołem tak by zostać dostrzeżonym przy podwyżkach i awansach– nie tylko dla siebie, ale i dla zespołu. Nie mówię tu o idących po trupach egoistach. To menedżerowie, których inni chcą promować i nagradzać.

Co robi menedżer

W badaniu wydzielono kilka grup aktywności które zajmowały naszych delikwentów. Są to typowe działania które podejmuje kierownik więc nie powinny Cię zadziwić:

Tradycyjne zarządzanie – czyli esencja: wyznaczanie celów, planowanie, podejmowanie decyzji i kontrolowanie.

Komunikowanie się – chodzi konkretniej o oficjalną, formalną komunikację: raporty, mema, procedury, komunikaty, formalne maile, meetingi itd

Zarządzanie zasobami ludzkimi – motywowanie, coaching, dbanie o rozwój pracowników

Networking – to nieformalna, szybka komunikacja, kontakty z klientami wewnętrznymi (przede wszystkim wewnętrznymi) oraz z dostawcami; oraz autoprezencja i robienie Pi-aRu.

Wynik

(czytelniejsza tabelka z wynikami zamieszczona jest tutaj)

* przeciętni menedżerowi
- tradycyjne zarządzanie: 32%
- komunikowanie się: 29%
- zarządzanie zasobami ludzkimi: 20%
- Networking: 19%

menedżerowie efektywni
- tradycyjne zarządzanie: 19%
- komunikowanie się: 44%
- zarządzanie zasobami ludzkimi: 26%
- Networking: 12%

menedżerowie odnoszący sukcesy
- tradycyjne zarządzanie: 13%
- komunikowanie się: 28%
- zarządzanie zasobami ludzkimi: 11%
- Networking: 48%

Co robić by odnosić sukcesy?

Jak widzisz na tych wynikach, o ile chcesz wskoczyć do 3ciej grupy, skup się na tworzeniu sieci - zarówno ze swoimi ludźmi (zespół) jak i ze swoimi klientami. Podobnie jak dostaje się pracę ‘po znajomości’, tak i w firmach bardziej ufamy ludziom, których znamy i lubimy. Takich się promuje i powierza kolejne odpowiedzialności. Człowiek jedynie kompetentny bez poparcia w sferze ‘znam i lubię’ może nigdy nie dostać szansy.

Czasy Stachanowców nie minęły, bo w erze zarządzania przez cele (MBO czy inne cuda motywacyjne) ciągle będziesz rozliczany i porównywany do benchmarków – no i Twoja premia/pensja czy być albo nie być zależy od tego czy wyskoczysz ponad 100%.

Jednak droga kariery nie zależy jedynie od tego co widać w miernikach i Twojej efektywności – bardzo duże znaczenie ma to jak wielu ludzi znasz, i kto jest po Twojej stronie.
No i czego zapomnieć nie możesz przede wszystkim po Twojej stronie powinni być Twoi podwładni.

———-

Zapraszam na serwis http://www.dlasiebie.pl :: rozwój osobisty, kariera, finanse
oraz na stronę domową - http://www.zieniu.pl

———-

Ten artykuł pochodzi z serwisu Artykularnia.pl - źródła darmowych artykułów do przedruku!

Praca za granicą, ale jaka?

środa, 30 maj 2007


autor: Piotr Waydel

Bardzo wiele osób spośród moich znajomych wyjechało za granicę. Reprezentują różne zawody, grupy wiekowe i są w różnych krajach. Porównanie ich losów jest bardzo pouczające.

Prawie wszyscy wyjeżdżali na tak zwany żywioł. Na przykład, ktoś z ich znajomych przekazał informację, że znalazł pracę, ile może zarobić i żeby przyjeżdżać. To już wystarczało często do rzucenia wszystkiego, zebrania dostępnych pieniędzy lub pożyczenia i wyjazd. Bez znajomości języka, przepisów, realiów życia. Dobrze, jeśli znajomy podał prawdziwe informacje, jakaś praca rzeczywiście czekała i był dostępny kąt do spania. 

Często było również tak, że skrzykiwało się kilka osób i wyjeżdżali na zasadzie, że jeśli innym się udało, to im też musi. Praktycznie bez znajomości warunków w kraju, do którego się przenosili i z kiepską lub prawie żadną znajomością języka.

Tym, którzy tak postąpili, różnie się ułożyło. Niewielka część musiała wrócić ze znikomym zarobkiem, a nawet w czterech przypadkach z długami. Najlepiej powodzi się tym, którzy choć trochę znali język i są dobrzy w tym, co robią. Ale poza jednym wyjątkiem, wszyscy wpadli w pułapkę sytuacji. Typowy wyścig szczurów. Mają najniższe lub prawie najniższe stawki, nie mają czasu na rozwój, naukę języka, poznawanie możliwości, jakie stoją przed nimi otworem. Mieszkają w fatalnych warunkach, ciułają grosz do grosza, a przebywając w zamkniętym polskojęzycznym otoczeniu, nie uczą się języka nawet biernie. Ale mają możliwość odłożenia pieniędzy i pewność pracy, co prawda kiepskiej, ale i tak kilka razy wyżej płatnej niż w Polsce. Trzymają się przez to kurczowo tego, co osiągnęli, nie próbując szukać nowych możliwości.

Przytoczę tu przykład pracowników budowlanych w Anglii. Nie mając karty CSCS i będąc zwykłymi pracownikami najemnymi, nieznającymi języka i przepisów, zarabiają minimalne stawki. Są wynagradzani tak jak praktykanci, niezależnie od ich kwalifikacji. A wystarczyłoby kilka dokumentów, znajomość języka i przepisów, aby to zmienić. W budownictwie nawet brak języka nie jest w tym przeszkodą. Wystarczy, że jeden z brygady potrafi się porozumieć i zna wymagania. A niektóre dokumenty od niedawna można wyrobić sobie już w Polsce.

Jeszcze więcej można zarobić jako firma, a nie jako pracownik najemny. Podam tu dwa bardzo pouczające przykłady.

Dwaj moi koledzy, niezależnie od siebie, wyjechali około roku temu do Holandii. Obaj w średnim wieku, ze średnim wykształceniem, bez znajomości holenderskiego i z bardzo słabym angielskim.

Holandia otworzyła możliwość pracy dla Polaków dopiero niedawno. Jeden z nich mając to na uwadze, zarejestrował w Polsce wszechstronną firmę usługową. Załatwił sobie NIP europejski. Przetłumaczył dokumenty na język angielski. Wielkim ułatwieniem w pierwszych dniach jego pobytu w Holandii, był znajomy ze sportu, którego gościł kiedyś w Polsce. Z tego powodu znajomy znał trochę język polski i chciał się dogadywać. Pomógł mu w rozmowach z dużymi firmami i gościł u siebie w początkowym okresie. Dzięki temu, kolega mógł już po tygodniu podpisać kontrakt z firmą remontującą fabryczne dachy, jako polski podwykonawca. W końcu był przecież firmą, z ważnym NIP UE. Jako firma dostał stawkę 32euro brutto za godzinę pracy pracownika, czyli jego. Właściciel firmy nie jest ograniczony czasem pracy i innymi przepisami, które dotyczą pracowników. Mógł, dzięki temu, pracować zawsze, kiedy chciał i pogoda na to pozwalała. A chciał dużo.

Przebywając w otoczeniu tylko Holendrów, nauczył się biernie języka, który szlifował jeszcze dodatkowo na kursach weekendowych. Ostatnio zarejestrował firmę w Holandii, zlikwidował polską i zmienił ordynację podatkową. Stać go na zatrudnienie biura do prowadzenia jego księgowości. Do tej pory jako firma polska, wykonująca usługę za granicą, rozliczał się w Polsce. Jest wiarygodnym partnerem dla firm holenderskich, dzięki świetnej opinii. Ale nadal współpracuje z pierwszą. Dużo zarabia i ma sporą zdolność kredytową. Kupił ostatnio duży dom do remontu, na kredyt oczywiście. Po wyremontowaniu, część zamierza sprzedać, co zwróci mu koszty. Resztę zostawia dla siebie i dla pracowników.

Myślicie, że to wszystko o nim? Aby zmniejszyć koszt remontu, a była to straszna ruina, dogadał się ze znanymi jeszcze z Polski Ukraińcami, założył dla nich firmę w Holandii i zapewnił mieszkanie, w zamian za pomoc przy remoncie. Ponieważ znał ich z pracy w Polsce, mógł spokojnie polecić ich usługi znajomym firmom, dzięki czemu dostali intratny kontrakt. Obie strony są bardzo zadowolone. Kolega nic nie zapłacił za robociznę przy remoncie, a Ukraińcy mają gdzie mieszkać, mają wsparcie językowe, są właścicielami holenderskiej firmy, zarabiają bardzo dobrze i cała Europa stoi przed nimi otworem. Polacy, których zna kolega, nie byli zainteresowani.

Drugi z kolegów wyjechał w tym samym czasie. Ponieważ zna kilku Polaków, którzy są tam od dawna, nie miał problemów z mieszkaniem. Zatrzymał się u nich. Znajomi skontaktowali go z firmą, która załatwiła mu zezwolenie, pracę i koszarowe mieszkanie z innymi Polakami. Kolega zarabia 7 euro na godzinę. Z tego musi zapłacić mieszkanie, dojazdy do pracy i utrzymać się, oraz zapłacić podatki, które przy tych zarobkach nie są duże. Możliwości pracy w nadgodzinach ma ograniczone. Odłożył niewiele. Przebywając i pracując z rodakami, praktycznie nie zna holenderskiego, ani żadnych przepisów. Z warunków umowy między Polską i Holandią, o unikaniu podwójnego opodatkowania wynika, że powinien dopłacić sporą kwotę fiskusowi w Polsce. Sporo wyższą, niż odłożył. Mimo, że sytuacja, w jakiej się znalazł nie podoba mu się, boi się wrócić do Polski, bo po prostu go na to nie stać. Zaklęty krąg.

Tak niewiele trzeba zrobić, aby poprawić swój los i wyrwać się z wyścigu szczurów. Ale najpierw trzeba pomyśleć, przygotować się, a potem to wykonać.

Zwykły pracownik, bez znajomości języka i przepisów, bez przygotowanej organizacji pobytu, zarabia minimalne stawki i jest wykorzystywany na wszelkie możliwe sposoby. Smutne jest to, że najczęściej Polacy, którym się powiodło i potrafią działać skutecznie w danym kraju, są tymi, którzy często najbardziej wykorzystują swoich rodaków. Jesteśmy chyba jedynym narodem, którego przedstawiciele nie wspierają się wzajemnie.

Przy znajomości języka, przepisów, możliwości i znajomościach jest już dużo lepiej. Można wtedy być samozatrudnionym.

Jeszcze lepiej założyć firmę usługową, ale do tego trzeba być dużo lepiej przygotowanym i mieć z góry zapewnioną pracę. W tym przypadku nadal jednak jesteśmy usługodawcami.

Wyższym stopniem jest bycie jednocześnie usługodawcą i usługobiorcą.

A jeszcze lepiej…

Ale o tym w innym artykule.

Przedstawiłem powyżej tylko drobną cząstkę informacji. Takie możliwości kryją się praktycznie wszędzie.

Artykuł ten ma za zadanie zmusić do zastanowienia się przed podjęciem decyzji, często rzutującej na całe życie. Skierowany jest przede wszystkim do ludzi przedsiębiorczych, wytrwałych i zdecydowanych. Jest to wstęp do próby stworzenia niesformalizowanej, zdecentralizowanej, otwartej struktury sieciowej, opartej na współpracy, zaangażowaniu i myśleniu.

W tym celu powstaje strona internetowa i następne artykuły czekają na publikację.

———-

Interesuje mnie temat: Autonomiczne Osiedle Ekologicznych Domów Pasywnych.

———-

Ten artykuł pochodzi z serwisu Artykularnia.pl - źródła darmowych artykułów do przedruku!